-
Moi – odchrząknęłam – Moi rodzie taż byli Łowcami? Dlaczego, dlaczego oni mi
tego nie powiedzieli?
Spytałam
w końcu.
-
Żeby cię chronić. – odpowiedziała Eloise – Twoja matka i ojciec nie chcieli
abyś należała to tego świata. Robili co mogli, wyprowadzili się daleko od
naszej siedziby, ukryli wszystkie dowody świadczące o tym, że są inni. Że ty
jesteś inna.
-
Ale dlaczego? – nie dawałam za wygraną – Przed czym chcieli mnie chronić?
Przecież sami żyli w dokładnie taki sam sposób.
Eloise
przygryzła wargę. Mama zawsze tak robiła, kiedy była zdenerwowana. Odgoniłam tę
myśl. Teraz muszę mieć jasny umysł. Potem będzie czas na żałobę.
-
Ten wampir, który ich zabił. On…on tak naprawdę pragnął ciebie.
Wytrzeszczyłam
oczy.
-
Co to znaczy?
Zapytałam
zaskoczona.
-
To znaczy, że chciał cię…poślubić.
Myślałam,
że za chwilę wyjdę z siebie i stanę obok. Byłam w stanie uwierzyć w to, że
istnieli Łowcy i Wampiry. Byłam w stanie uwierzyć w to, że sama byłam Łowcą tak
jak moi rodzice. Ale to, że jakiś parszywy Wampir chce mnie poślubić? To już
było ponad moje siły. Zerwałam się z miejsca, koc opadł mi z ramion. Nadal
ściskałam kubek z czymś co przypominało herbatę.
-
Poślubić?!
Krzyknęłam.
Nie byłam pewna czy jestem bardziej zła, czy zaskoczona. Eloise spojrzała na
mnie spokojnie.
-
Agnes usiądź, proszę…
Nie
dokończyła, ponieważ jej przerwałam.
-
Nie będę wychodzić za nikogo za mąż! –krzyknęłam – Nie chcę! Jeszcze dwa dni
temu moi rodzice żyli, a moje życie wyglądało całkiem normalnie! A teraz
okazuje się, że jestem jakimś Łowcą, że moim przeznaczeniem jest zabijać
Wampiry, i że jeden z chce mnie poślubić!
Zaczęłam
chrypieć, oczy zaszły mi łzami. Nie chciałam takiego życia. Chciałam na powrót
być nastolatką, której największym problemem jest to, że nie może znaleźć
ładowarki do telefonu. I chciałam wrócić do moich rodziców. Przytulić się do
nich i usłyszeć, że wszystko będzie dobrze.
-
Rozumiem wszystko Agnes. Rozumiem jak się czujesz…
-
Nie, nie rozumiesz. – jęknęłam żałośnie. Nie miałam już siły na gniew i krzyki
– Ty od początku swojego życia byłaś przygotowywana do tego wszystkiego. Do
rzeczywistości.
Nagle
drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem. Stanęło w nich dwóch chłopców na oko
starszych ode mnie.
Byli
swoimi kompletnymi przeciwieństwami. Jeden z nich był blondynem o zielonych
oczach. Sprawiał wrażenie kogoś komu można zaufać.
Drugi
był zdecydowanie bardziej mroczny. Miał brązowe włosy lekko pozakręcane na
końcach. Jego oczy były czarne jak dwa węgielki. Wyglądał jakby był za
pogrzebie największego wroga i starał się nie roześmiać.
Oboje
zawiesili na mnie wzrok mniej więcej w tym samym momencie. Pierwszy ocknął się
blondyn.
-
Przepraszamy Eloise, ale usłyszeliśmy krzyki i chcieliśmy sprawdzić czy wszystko
w porządku.
Powiedział.
-
Wszystko w porządku James. – zapewniła Eloise – Po prostu Agnes trochę się
zdenerwowała, ale już wszystko w porządku.
Znów
poczułam gniew.
-
Nic nie jest w porządku! – krzyknęłam – Moi rodzice nie żyją, a to wszystko w
co do tej pory wierzyłam okazało się kłamstwem! Nie wiem po co ja tu w ogóle
przyszłam.
Odstawiłam
kubek z zimnym już płynem na stół z takim impetem, że rozlał się po nim. Potem
chwyciłam plecak i przepchnęłam się przez drzwi. Nie zaszłam jednak daleko,
ponieważ dogoniła mnie Eloise.
-
Agnes poczekaj. – powiedziała chwytając mnie za łokieć – Przepraszam jeśli cię
uraziłam. Nie chciałam bagatelizować tego przez co przeszłaś.
Wyglądała
tak jakby coś ją bolało. Bardzo możliwe, że tak właśnie było. Że ją tak jak mnie
bolało serce. Chciałam powiedzieć, że to ja przepraszam. Ale nie zdążyłam bo
zemdlałam.
We
śnie gonił mnie wielki zmutowany komar. Miał ciało owada, ale twarz człowieka.
Miał twarz zabójcy moich rodziców. Biegłam i biegłam mijając po drodze inne
zmutowane zwierzęta. Był tam pies z twarzą mojej mamy, ptak z twarzą taty i kot
z twarzą Eloise. Krzyczałam do nich żeby mi pomogli, ale oni tylko patrzyli jak
uciekam, jak upadam i jak mój prześladowca unosi nade mną igłę. Uniosłam ręce i
chwyciłam ją wykręcając w bok. Komar krzyknął z bólu, a ja wbiłam paznokcie w
kolec. Poleciała krew.
Obudziłam
się gwałtownie i zaskoczeniem stwierdziłam, że krzyk komara to wcale nie był
krzyk komara, a ja nie trzymam w rękach śmiercionośnego kolca tylko ludzką
rękę. Szybko puściłam obcą, zakrwawioną kończynę. Uniosłam głowę. Nade mną stał
czarnowłosy chłopiec, którego wcześniej widziałam w pokoju z kominkiem. Oglądał
ranę na ręce, którą sama mu zrobiłam.
-
Przepraszam.
Powiedziałam
cicho, a chłopak zwrócił na mnie wzrok. Uśmiechnął się łobuzersko.
-
Czy można wiedzieć dlaczego mnie tak potwornie okaleczyłaś?
Zapytał.
-
Miałam zły sen.
Powiedziałam.
Chłopak pokiwał głową.
-
Jesteś Agnes, prawda?
-
Tak.
Odpowiedziałam
już nieco głośniej.
-
Ja nazywam się Christopher Jephsen. Ale wszyscy mówią na mnie Chris.
-
Jesteś Łowcą?
-
Tak. Wszyscy w tym budynku są Łowcami. Ty też.
-
Skąd wiesz?
Zapytałam
chociaż już się spodziewałam jaka będzie odpowiedź.
-
Od Eloise. – odpowiedział – Powiedziała nam wszystkim kim jesteś i co tu robisz
wczoraj wieczorem.
-
Nam wszystkim?
Powtórzyłam.
Czyżby byli tu jeszcze inni ludzie?
-
Tak. Oprócz nas, czyli mnie, Eloise i Jamesa są tu jeszcze…a z resztą wstań to
ci wszystko pokażę.
Spojrzał
na mnie z wyczekiwaniem, a w jego oczach błyszczały ogniki podekscytowania.
Zrzuciłam z siebie kołdrę i z zaskoczeniem stwierdziłam, że mam na sobie
sukienkę z cienkiego, białego materiału. Nie zdążyłam jednak zapytać, gdzie są
moje ubrania, ponieważ Chris złapał mnie za nadgarstek z pociągnął w górę, tak
abym znalazła się na nogach.
-
To co, idziemy?
Spytał
i nie czekając na odpowiedź wyciągnął mnie z pokoju. Zaczęliśmy iść korytarzem
z drewnianą podłogą i ścianami z tapetą w jaskółki. Było w nim bardzo jasno i
nie pasowało mi ( podobnie jak tapeta z jaskółkami i radosny sposób bycia
Chrisa ) do zabójców Wampirów. Chris chyba dostrzegł mój zdziwiony wyraz warzy
bo zapytał
-
Inaczej sobie to wszystko wyobrażałaś?
Pokiwałam
głową.
-
Oczekiwałaś potępieńczych jęków albo duchów?
Uśmiechnął
się kpiąco, a ja poczułam się urażona.
-
Duchów może nie, ale myślę, że kilka pajęczyn i loch zaspokoił by moje
oczekiwania.
Warknęłam
sarkastycznie, a Chris zaśmiał się cicho.
-
Wiesz, rzeczywiście mamy loch.
Spojrzałam
na niego zaskoczona.
-
Pokażesz mi go?
Spytałam
zaskoczona własną śmiałości. Chris przechylił głowę i spojrzał na mnie z
nieskrywanym zainteresowaniem. Jego wzrok był tak intensywny, że poczułam się
zakłopotana. Mimo to wytrzymałam jego spojrzenie.
-
Na początku myślałem, że jesteś niezrównoważona.- oznajmił spokojnym tonem –
Potem, że jesteś nieśmiała.
-
A teraz? – spytałam, wiedząc jednocześnie, że pytanie jest głupie – Co o mnie
myślisz?
-
Sam nie wiem. – powiedział przybliżając się do mnie nieznacznie – Może, że
jesteś ciekawska?
Znów
się do mnie przybliżył, a ja wciągnęłam powietrze ze świstem. Stał zdecydowanie
za blisko.
-
To…to pokażesz mi te lochy?
Wyjąkałam,
a Chris się uśmiechnął. Ale nie odsunął ani o milimetr. Uniósł rękę u musnął
dłonią mój policzek. Odskoczyłam jak oparzona, a Chris wybuchnął śmiechem.
-
Idiota.
Syknęłam
i przymrużyłam oczy. Chłopak przestał się śmiać.
-
Ależ skąd ten gniew u tak pięknej pani?
Spytał
niby to poważnym tonem, ale czułam w jego głosie sarkazm.
-
Wal się.
Powiedziałam
wściekła, odwróciłam się na pięcie i poszłam przed siebie.
&&&&
Witajcie,
Boże już jutro zaczyna się rok szkolny. Nieee! Jeżeli chodzi o rozdział to mam nadzieję, że udany. Były wrzaski, było mdlenie i była kłótnia. Już w następnym rozdziale nasza Agnes zacznie ryczeć, ale ktoś pomoże jej w niedoli.
PS. Z uwagi na szkołę rozdziały będą pojawiały się rzadziej. Are you sad? Me too...
Do napisania
T <3
&&&&
Witajcie,
Boże już jutro zaczyna się rok szkolny. Nieee! Jeżeli chodzi o rozdział to mam nadzieję, że udany. Były wrzaski, było mdlenie i była kłótnia. Już w następnym rozdziale nasza Agnes zacznie ryczeć, ale ktoś pomoże jej w niedoli.
PS. Z uwagi na szkołę rozdziały będą pojawiały się rzadziej. Are you sad? Me too...
Do napisania
T <3