sobota, 20 września 2014

Rozdział 3 Everything is going to be ok.


Rozdział 3 Everything is going to be ok.
 
,,Nasz jedyny obowiązek wobec historii to pisać ją na nowo''
Oscar Wilde

 

Kretyn. Kretyn. Debil. Idiota. Dupek.

Szłam przed siebie próbując wyrzucić z pamięci wstydliwe wydarzenie. Na początku czułam tylko gniew, ale potem powrócił smutek i rozpacz. Nie hamowałam już łez. Nie widziałam takiej potrzeby. W końcu dotarłam w jakiś ślepy zaułek. Osunęłam się po ścianie i ukryłam twarz w dłoniach. Zalały mnie wspomnienia. Uśmiech mojej mamy, wiecznie rozwichrzone włosy taty. Byli razem szczęśliwi, czułam to. Kochali się tak mocno, że w końcu umarli razem. Trzymając się za ręce…

- Hej, wszystko w porządku?

Nie znałam tego ciepłego głosu. Poniosłam wzrok. Nade mną stał chłopiec o skórze koloru miodu i czarne włosy. Jego oczy były koloru morza. Był wysoki, na pewno sporo wyższy ode mnie. Miał na sobie jeansy, białą koszulkę i czarną skórzaną kurtkę oraz wysokie czarne buty.

- Wszystko w porządku?

Powtórzył, a ja pokręciłam przecząco głową i znów zalałam się łzami. Chłopiec usiadł obok mnie i objął ramieniem. Nie odtrąciłam jego ręki, nie miałam na to siły. Był zaskakująco ciepły. Trochę jakby miał gorączkę.

- Uspokój się, już dobrze. Wszystko będzie ok.

Wszystko będzie ok. Tak powiedział do mnie tata kiedy pokłóciłam się z mamą po raz pierwszy w moim życiu. Miałam wtedy jedenaście lat. Poszło o to, że nie chciałam posprzątać pokoju. Tak wiem, błahy powód, ale cóż na to poradzę? Krzyknęłam na nią, powiedziałam, że jej nienawidzę, że nie ma prawa mnie do niczego zmuszać. Pamiętam, że wtedy pierwszy raz zobaczyłam, że w jej zawsze spokojnych oczach zaszkliły się łzy, zalśnił gniew. Trzasnęła drzwiami, a zalana łzami otworzyłam okno w moim pokoju i wdrapałam się na drzewo. Tata wszedł za mną. I mnie uspokoił. Potem przeprosiłam mamę. Wybaczyła mi. Ale ja żałuję do dzisiaj.

Oparłam głowę na ramieniu bruneta i zamknęłam oczy. Czułam się zagubiona i pusta w środku. Nie miałam serca, wątroby, trzustki ani innych organów. Był tylko ból.

- Agnes! Agnes!

To była Eloise. Ale ja nie wstałam. Usłyszałam jej energiczne kroki.

- Ach, tutaj…jesteś.

Powiedziała. Podniosłam głowę. Chłopiec zdjął rękę z mojego ramienia i wstał. Potem wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją bo obawiałam, że sama mogłabym się nie podnieść. Gdy już stanęłam na nogach spojrzałam na Eloise. Była ubrana w czarne rybaczki i czarną koszulkę z białym kołnierzykiem. Jej oczy, tak podobne do tych mamy, były zaczerwienione. Proste włosy związała w warkocz. Gdyby je rozpuściła pewnie sięgałby jej do pasa. Na nogach miała czarne buty na małym obcasie. Jest piękna pomyślałam nagle. Tak jak mama. Ale ta myśl nie była bolesna. Tylko szczęśliwa.

- Poprosiłam Chrisa, żeby pokazał ci Norę, ale widzę, że nawalił.

Uśmiechnęła się przepraszająco.

- Norę?

Powtórzyłam.

- Tak mówimy na to miejsce. Widzę, że już poznałaś Robina.

Spojrzałam na chłopca. Uśmiechnął się do mnie.

- Właściwie to nie wiedziała jak mam na imię. A ty Eloise odebrałaś mi przyjemność przedstawiania się jej osobiście.

- Och. – powiedziała Eloise – W takim razie przepraszam. Ale niestety nie mamy czasu na większe ceregiele. Trzeba zwołać naradę, a Agnes musi się jeszcze ubrać.

Eloise złapała mnie za rękę i pociągnęła korytarzem. Odwróciłam jeszcze głowę i spojrzałam na Robina. Pomachał mi i uśmiechnął się wesoło.

 

 

Eloise posadziła mnie na krześle przed toaletką w swoim pokoju.

- Muszę pożyczyć jakieś swoje ubrania. Mogą być trochę za duże, ale cóż. Ach, jesteś taka drobniutka.

Zanurkowała w szafie, a ja miałam czas żeby przyjrzeć się sobie w lustrze. Moje włosy tak się przez noc skołtuniły, że wyglądały jak gąszcz. Sięgały mi do szczęki. Gdybym tylko miała blond włosy jak mój tata mogłabym wyglądać jak aniołek. Ale niestety moje włosy są czarne jak smoła i w dodatku poskręcane w strąki. Moje oczy o dość niecodziennej barwie podobno odziedziczyłam po mojej babce Marie. Od zawsze byłam blada jak płótno. Mama zawsze mówiła, że jestem jak Królewna Śnieżka. Może i byłam do niej podobna. Też miałam kruczoczarne włosy, bladą cerę i czerwone usta. Ale wątpię żeby Śnieżka kiedykolwiek wlazła na drzewo, złamała rękę albo się pobrudziła.

Eloise w końcu wynurzyła się z szafy i naręczem ubrań w ręce.

- Mam nadzieję, że nie będą wisiały na tobie za bardzo.

Powiedziała podając mi ubrania. Potem wskazała mi drzwi do łazienki. Poszłam we wskazanym kierunku. Gdy już zamknęłam za sobą drzwi i zdjęłam przepoconą koszulę spojrzałam niechętnie na ubrania.

- Cóż, raz kozie śmierć.

Mruknęłam.

 

 

Dziesięć minut później stałam przed Eloise ubrana w czarne jeansy, czarną koszulę, którą musiałam podwinąć w rękawach cztery razy i glany. Kobieta uśmiechnęła się do mnie z uznaniem.

- Ślicznie wyglądasz. Prawie jak twoja mama. A teraz choć, uczeszę cię.

- Wątpię czy dasz radę zrobić cokolwiek z tym co mam na głowie.

Powiedziałam siadając na krześle przed toaletką.

- Hmmm…zobaczymy.

Brunetka wzięła do ręki szczotkę i zaczęła delikatnie rozczesywać moje włosy.

- Eloise – zaczęłam z wahaniem – dlaczego zbierasz naradę?

- Musimy omówić parę spraw, miedzy innymi to, że tu zostajesz. Oraz sprawę Stefanii i Jonathana.

Zesztywniałam na dźwięk imion moich rodziców. Zamrugałam by odgonić łzy. Musiałam zadać jeszcze jedno pytanie. Bardzo ważne.

- A czy ta narada ma jakiś związek z…tym wampirem, o którym mi opowiadałaś?

Eloise przygryzła wargę, a na jej czole pojawiał się zmarszczka.

- Tak. – powiedziała w końcu – Zebranie będzie dotyczyć również jego. Musisz wiedzieć, że tak naprawdę nazywa się Martin Williams. Stanowi on wielkie zagrożenie dla Łowców, ponieważ ma po swojej stronie nie tylko Wampiry, ale również niektóre Złe Wilkołaki.

- Wilkołaki?

Powtórzyłam. Więc istniały Wilkołaki? Co jeszcze? Wróżki, Elfy, Krasnoludy?

- Nie opowiadałam ci o nich?

Zdziwiła się Eloise.

- Nie.

- W takim razie zrobię to teraz. Wszystkie Wilkołaki wywodzą się od jednego przodka; Boga Księżyca. Tak samo jak wszyscy Łowcy pochodzą od Boga Słońca, a wszystkie Wampiry od Boga Podziemi. Legenda głosi, że Bóg Słońca i Bóg Księżyca zawsze żyli ze sobą w zgodzie natomiast Bóg Podziemi próbował zniszczyć ich obu. Jednak, gdy zrozumiał, że walka nie ma sensu, zaczął przeciągać niektóre z Dzieci Księżyca na stronę podziemi. I tak plemię Wilkołaków podzieliło się na dwie strony; Dobre Wilkołaki i Złe Wilkołaki. Te dobre walczą po stronie Łowców, ale te złe wspierając Wampiry.

- Jak wyglądają Wilkołaki?

Zaciekawiłam się. Eloise się uśmiechnęła.

- Jednego z nich już spotkałaś.

Powiedziała.

- Jak to?
- Robin jest Wilkołakiem.


                                                                    &&&&&
Hej, hej, hej
Wiem, że długo mnie to nie było, ale zaczął się rok szkolny nie bardzo miałam czas na komputer.
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Jest trochę miłości, trochę radości i trochę bajdurzenia. Jak dla mnie wszystko gra.
Pozdro,
Truskawka <3

1 komentarz:

  1. Cześc! Przepraszam, że dopiero teraz komentuję , ale tak jakoś wyszło.......
    Co do rozdziału - fajny ten Robin :) Jak się odwiedziałam, że to wilkołak, to takie: ooookkkkkeeejjjj...??? :* A tak poza tym, to ogółem fajna ta historia o pochodzeniu tych wszystkich istot :)
    czekam, xoxox

    OdpowiedzUsuń