,,Byłoby zbyt straszne, gdyby śmierć kończyła wszystko''
Henryk Sienkiewicz
Boję
się. Naprawdę się boję. Sama nie wiem czego. Może tego, że okaże się iż kobieta
ze zdjęcia wcale nie jest siostrą mojej mamy. Że nie mam żadnej rodziny i
zostałam sama na ty świecie? Że ci obcy ludzie zrobią mi krzywdę? Ale na razie
nie należy się tym przejmować. Teraz trzeba zebrać wszystkie potrzebne rzeczy i
racjonalnie myśleć.
Stoję
przed wielką kamienicą zbudowaną z czarnego kamienia. Jestem ubrana w jeansowe
spodnie, które są trochę za krótkie, bluzkę w czarne białe paski oraz czarną i
trochę za durzą bluzę. Na stopy założyłam granatowe adidasy. Złote oczy
utkwiłam w drzwiach. Za plecach mam plecak, który zwykle noszę do szkoły.
Wpakowałam do niego scyzoryk, pamiętnik mojej mamy oraz zdjęcie, które w nim
znalazłam i pieniądze (2000 dolarów) z portfela mamy i taty. Zapukałam. Chwilę
później w drzwiach stanęła niska, pulchna kobieta. Miała mysie włosy i oczy
koloru nieba w nocy. Nie była ładna, ale coś w jej wyglądzie sprawiało, że się
jej nie bałam.
-
W czym mogę ci służyć dziecko?
Spytała
nieco zaskoczona. Wyciągnęłam zdjęcie, pokazałam jej i powiedziałam
-
Szukam tej kobiety.
Wskazałam
na domniemaną siostrę mojej mamy. Kobieta wzięła do ręki zdjęcie i aż
westchnęła ze zdumienia. Potem krzyknęła w głąb domu
-
Eloise, Eloise ktoś do ciebie!
Prawie
natychmiast zjawiła się kobieta ze zdjęcia. Wyglądała tak znajomo, że cudem
powstrzymałam chęć podbiegnięcia do niej i przytulenia się. Miała takie same
kocie oczy jak mama, takie same czarne włosy. Eloise spojrzała na mnie, a jej oczy
rozszerzyły się.
-
Jesteś córką Stefi?
-
Tak.
Powiedziałam
słabo.
-
Co się stało? Twoja matka przysłała cię tutaj?
-
Nie! – zaprzeczyłam gwałtownie, ale potem głos mi się załamał – Moja…moja
mama…ona nie, nie żyje.
Wykrztusiłam
wreszcie. Do tej pory nie wiem jak wtedy udało mi się opanować szloch.
Eloise
spojrzała na mnie tymi brązowymi oczami jak u mamy. A potem chwyciła mnie w
objęcia i zaczęła płakać. Dziwnie się poczułam. To była w sumie obca kobieta.
Widziałam ją pierwszy raz w życiu, ale mimo to podobieństwo jej do mamy kazało
mi jej zaufać. To nie było racjonalne, a nie logiczne. Raczej…instynktowne.
Piętnaście
minut później siedziałam opatulona kocami i dużym, wygodnym fotelu przy
kominku. Do ręki miałam wepchnięty kubek z czymś co wyglądało na herbatę, ale
pachniało jak pomarańcze. Tuż obok mnie usadowiła się Eloise. Kobieta, która
otworzyła mi drzwi gdzieś zniknęła.
-
Opowiedz mi wszystko po kolei, Agnes.
Poprosiła
łagodnym tonem. Więc opowiedziałam o tym jak mama poszła do kuchni żeby
przygotować śniadanie i zraz potem z niej wybiegła z twarzą białą jak
prześcieradło, jak tata zerwał się z fotela i spojrzał na nią pytająco, mama
powiedziała tylko ,,Wrócił’’. O tym jak wepchnęli mnie do szafy i jak do domu
wpadł ten straszny człowiek o bladej twarzy i krwistoczerwonych ustach. O tym
jak rodzice stali nieruchomo. Nie błagali, nie prosili o litość. Kto jak kto,
ale oni na pewno by tego nie zrobili. O tym jak mężczyzna wyciągnął pistolet i
zastrzelił ich tak po prostu. Bez cienia współczucia.
Eloise
słuchała tego wszystkiego ze stoickim spokojem. Gdy skończyłam kobieta chwyciła
mnie za rękę w matczynym geście.
-
A teraz posłuchaj. – powiedziała powoli – Czy twoi rodzice kiedykolwiek
opowiadali ci o, o Łowcach?
-
Nie.
Odpowiedziałam
równie ostrożnie. Zaczynałam mieć dziwne wrażenie, że to co teraz usłyszę nie
będzie należało do najlepszych wieści w moim życiu.
Brunetka
pokręciła głową.
-
Tak właśnie myślałam. No cóż skoro nic o nich nie wiesz nie możesz też znać
powodu, dla którego twoi rodzice zginęli. To nie było zwykłe morderstwo. A
mężczyzna, który to zrobił wcale nie był człowiekiem.
-
Jak to nie był?
Spojrzałam
na nią jak na wariatkę. Skoro nie był człowiekiem to kim? Małpą? Eloise
zacisnęła palce na mojej ręce.
-
On był wampirem Agnes.
-
Słucham?
Zapytałam
pewna, że się przesłyszałam.
-
Wampirem, czyli istotą, która urodziła się po raz kolejny tylko, że martwa.
-
Nie można urodzić się martwym.- zaprotestowałam – I nie ma czegoś takiego jak
wampir.
Eloise
uśmiechnęła się smutno.
-
To zrozumiałe, że mi nie wierzysz. To wszytko jest dla ciebie nowe. Ale mimo to
musisz mi zaufać, bo naprawdę chcę ci pomóc. To zależy tylko od ciebie, czy
zechcesz mnie wysłuchać czy nie.
Zastanowiłam
się. Z jednej strony to wszystko nie miało sensu. Ale z drugiej...
-
Dobrze, zgadzam się.
Powiedziałam.
Eloise uśmiechnęła się.
-
Istnieją dwie rasy; Łowcy i Wampiry. Te rasy są sobie bardzo wrogie i od wieków
zwalczają się nawzajem. Ta walka nie ma końca, ale zapewnia równowagę we
wszechświecie. Wampiry są bezwzględnymi zabójcami, którzy nie znają takiego
pojęcia jak litość, miłość albo współczucie. Zabijają dla samej przyjemności
zabijania. Zresztą sama wiedziałaś. – zamrugałam gwałtownie aby ukryć łzy –
Natomiast Łowcy są bardzo podobni do ludzi. Są jednak silniejsi,
inteligentniejsi, odważniejsi. Jak ideał człowieka. I oczywiście przechodzą
odpowiednie szkolenie. A ty Agnes, ty jesteś Łowcą. Jak ja. I jak twoi rodzice.
&&&&&&
I jest rozdział pierwszy. Mam nadzieję, że go za bardzo nie schrzaniłam. W następnym rozdziale dowiecie się dlaczego tajemniczy Wampir zmordował rodziców Agnes. Będzie też rozmowa Chrisa z główną bohaterką.
Do napisania.
T <3
No i jest! Jak zwykle super.
OdpowiedzUsuńPorzdro.
,,Jak zwykle''? Ależ dziękuję :)
UsuńT <3