niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 2 Go fuck yourself


,,Miłość jest podobna do wiary. Człowiek kocha, bo kocha bez głębszej tego przyczyny''
Romain Rolland

 

- Moi – odchrząknęłam – Moi rodzie taż byli Łowcami? Dlaczego, dlaczego oni mi tego nie powiedzieli?

Spytałam w końcu.

- Żeby cię chronić. – odpowiedziała Eloise – Twoja matka i ojciec nie chcieli abyś należała to tego świata. Robili co mogli, wyprowadzili się daleko od naszej siedziby, ukryli wszystkie dowody świadczące o tym, że są inni. Że ty jesteś inna.

- Ale dlaczego? – nie dawałam za wygraną – Przed czym chcieli mnie chronić? Przecież sami żyli w dokładnie taki sam sposób.

Eloise przygryzła wargę. Mama zawsze tak robiła, kiedy była zdenerwowana. Odgoniłam tę myśl. Teraz muszę mieć jasny umysł. Potem będzie czas na żałobę.

- Ten wampir, który ich zabił. On…on tak naprawdę pragnął ciebie.

Wytrzeszczyłam oczy.

- Co to znaczy?

Zapytałam zaskoczona.

- To znaczy, że chciał cię…poślubić.

Myślałam, że za chwilę wyjdę z siebie i stanę obok. Byłam w stanie uwierzyć w to, że istnieli Łowcy i Wampiry. Byłam w stanie uwierzyć w to, że sama byłam Łowcą tak jak moi rodzice. Ale to, że jakiś parszywy Wampir chce mnie poślubić? To już było ponad moje siły. Zerwałam się z miejsca, koc opadł mi z ramion. Nadal ściskałam kubek z czymś co przypominało herbatę.

- Poślubić?!

Krzyknęłam. Nie byłam pewna czy jestem bardziej zła, czy zaskoczona. Eloise spojrzała na mnie spokojnie.

- Agnes usiądź, proszę…

Nie dokończyła, ponieważ jej przerwałam.

- Nie będę wychodzić za nikogo za mąż! –krzyknęłam – Nie chcę! Jeszcze dwa dni temu moi rodzice żyli, a moje życie wyglądało całkiem normalnie! A teraz okazuje się, że jestem jakimś Łowcą, że moim przeznaczeniem jest zabijać Wampiry, i że jeden z chce mnie poślubić!

Zaczęłam chrypieć, oczy zaszły mi łzami. Nie chciałam takiego życia. Chciałam na powrót być nastolatką, której największym problemem jest to, że nie może znaleźć ładowarki do telefonu. I chciałam wrócić do moich rodziców. Przytulić się do nich i usłyszeć, że wszystko będzie dobrze.

- Rozumiem wszystko Agnes. Rozumiem jak się czujesz…

- Nie, nie rozumiesz. – jęknęłam żałośnie. Nie miałam już siły na gniew i krzyki – Ty od początku swojego życia byłaś przygotowywana do tego wszystkiego. Do rzeczywistości.

Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem. Stanęło w nich dwóch chłopców na oko starszych ode mnie.

Byli swoimi kompletnymi przeciwieństwami. Jeden z nich był blondynem o zielonych oczach. Sprawiał wrażenie kogoś komu można zaufać.

Drugi był zdecydowanie bardziej mroczny. Miał brązowe włosy lekko pozakręcane na końcach. Jego oczy były czarne jak dwa węgielki. Wyglądał jakby był za pogrzebie największego wroga i starał się nie roześmiać.

Oboje zawiesili na mnie wzrok mniej więcej w tym samym momencie. Pierwszy ocknął się blondyn.

- Przepraszamy Eloise, ale usłyszeliśmy krzyki i chcieliśmy sprawdzić czy wszystko w porządku.

Powiedział.

- Wszystko w porządku James. – zapewniła Eloise – Po prostu Agnes trochę się zdenerwowała, ale już wszystko w porządku.

Znów poczułam gniew.

- Nic nie jest w porządku! – krzyknęłam – Moi rodzice nie żyją, a to wszystko w co do tej pory wierzyłam okazało się kłamstwem! Nie wiem po co ja tu w ogóle przyszłam.

Odstawiłam kubek z zimnym już płynem na stół z takim impetem, że rozlał się po nim. Potem chwyciłam plecak i przepchnęłam się przez drzwi. Nie zaszłam jednak daleko, ponieważ dogoniła mnie Eloise.

- Agnes poczekaj. – powiedziała chwytając mnie za łokieć – Przepraszam jeśli cię uraziłam. Nie chciałam bagatelizować tego przez co przeszłaś.

Wyglądała tak jakby coś ją bolało. Bardzo możliwe, że tak właśnie było. Że ją tak jak mnie bolało serce. Chciałam powiedzieć, że to ja przepraszam. Ale nie zdążyłam bo zemdlałam.

 

We śnie gonił mnie wielki zmutowany komar. Miał ciało owada, ale twarz człowieka. Miał twarz zabójcy moich rodziców. Biegłam i biegłam mijając po drodze inne zmutowane zwierzęta. Był tam pies z twarzą mojej mamy, ptak z twarzą taty i kot z twarzą Eloise. Krzyczałam do nich żeby mi pomogli, ale oni tylko patrzyli jak uciekam, jak upadam i jak mój prześladowca unosi nade mną igłę. Uniosłam ręce i chwyciłam ją wykręcając w bok. Komar krzyknął z bólu, a ja wbiłam paznokcie w kolec. Poleciała krew.

 

Obudziłam się gwałtownie i zaskoczeniem stwierdziłam, że krzyk komara to wcale nie był krzyk komara, a ja nie trzymam w rękach śmiercionośnego kolca tylko ludzką rękę. Szybko puściłam obcą, zakrwawioną kończynę. Uniosłam głowę. Nade mną stał czarnowłosy chłopiec, którego wcześniej widziałam w pokoju z kominkiem. Oglądał ranę na ręce, którą sama mu zrobiłam.

- Przepraszam.

Powiedziałam cicho, a chłopak zwrócił na mnie wzrok. Uśmiechnął się łobuzersko.

- Czy można wiedzieć dlaczego mnie tak potwornie okaleczyłaś?

Zapytał.

- Miałam zły sen.

Powiedziałam. Chłopak pokiwał głową.

- Jesteś Agnes, prawda?

- Tak.

Odpowiedziałam już nieco głośniej.

- Ja nazywam się Christopher Jephsen. Ale wszyscy mówią na mnie Chris.

- Jesteś Łowcą?

- Tak. Wszyscy w tym budynku są Łowcami. Ty też.

- Skąd wiesz?

Zapytałam chociaż już się spodziewałam jaka będzie odpowiedź.

- Od Eloise. – odpowiedział – Powiedziała nam wszystkim kim jesteś i co tu robisz wczoraj wieczorem.

- Nam wszystkim?

Powtórzyłam. Czyżby byli tu jeszcze inni ludzie?

- Tak. Oprócz nas, czyli mnie, Eloise i Jamesa są tu jeszcze…a z resztą wstań to ci wszystko pokażę.

Spojrzał na mnie z wyczekiwaniem, a w jego oczach błyszczały ogniki podekscytowania. Zrzuciłam z siebie kołdrę i z zaskoczeniem stwierdziłam, że mam na sobie sukienkę z cienkiego, białego materiału. Nie zdążyłam jednak zapytać, gdzie są moje ubrania, ponieważ Chris złapał mnie za nadgarstek z pociągnął w górę, tak abym znalazła się na nogach.

- To co, idziemy?

Spytał i nie czekając na odpowiedź wyciągnął mnie z pokoju. Zaczęliśmy iść korytarzem z drewnianą podłogą i ścianami z tapetą w jaskółki. Było w nim bardzo jasno i nie pasowało mi ( podobnie jak tapeta z jaskółkami i radosny sposób bycia Chrisa ) do zabójców Wampirów. Chris chyba dostrzegł mój zdziwiony wyraz warzy bo zapytał

- Inaczej sobie to wszystko wyobrażałaś?

Pokiwałam głową.

- Oczekiwałaś potępieńczych jęków albo duchów?

Uśmiechnął się kpiąco, a ja poczułam się urażona.

- Duchów może nie, ale myślę, że kilka pajęczyn i loch zaspokoił by moje oczekiwania.

Warknęłam sarkastycznie, a Chris zaśmiał się cicho.

- Wiesz, rzeczywiście mamy loch.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

- Pokażesz mi go?

Spytałam zaskoczona własną śmiałości. Chris przechylił głowę i spojrzał na mnie z nieskrywanym zainteresowaniem. Jego wzrok był tak intensywny, że poczułam się zakłopotana. Mimo to wytrzymałam jego spojrzenie.

- Na początku myślałem, że jesteś niezrównoważona.- oznajmił spokojnym tonem – Potem, że jesteś nieśmiała.

- A teraz? – spytałam, wiedząc jednocześnie, że pytanie jest głupie – Co o mnie myślisz?

- Sam nie wiem. – powiedział przybliżając się do mnie nieznacznie – Może, że jesteś ciekawska?

Znów się do mnie przybliżył, a ja wciągnęłam powietrze ze świstem. Stał zdecydowanie za blisko.

- To…to pokażesz mi te lochy?

Wyjąkałam, a Chris się uśmiechnął. Ale nie odsunął ani o milimetr. Uniósł rękę u musnął dłonią mój policzek. Odskoczyłam jak oparzona, a Chris wybuchnął śmiechem.

- Idiota.

Syknęłam i przymrużyłam oczy. Chłopak przestał się śmiać.

- Ależ skąd ten gniew u tak pięknej pani?

Spytał niby to poważnym tonem, ale czułam w jego głosie sarkazm.

- Wal się.

Powiedziałam wściekła, odwróciłam się na pięcie i poszłam przed siebie.

                                                              &&&& 
Witajcie,
Boże już jutro zaczyna się rok szkolny. Nieee! Jeżeli chodzi o rozdział to mam nadzieję, że udany. Były wrzaski, było mdlenie i była kłótnia. Już w następnym rozdziale nasza Agnes zacznie ryczeć, ale ktoś pomoże jej w niedoli.
PS. Z uwagi na szkołę rozdziały będą pojawiały się rzadziej. Are you sad? Me too...
Do napisania
T <3     

1 komentarz:

  1. Oczywiście u Truskawki wątek miłosny to podstawa. :3 Już lubię Chrisa, rozdział też super. :D

    OdpowiedzUsuń